Azusa biegła wąską, obskurną uliczką, pomiędzy blokami slumsów. Jej prześladowcy cały czas zawzięcie ścigali ją, niezważając na hałas jaki przy tym robią. Było około północy i większość ludzi o tej godzinie była w klubach lub barach. Nikt z sąsiadów Azu raczej nie siedział o dwudziestej czwartej w domu, więc , nie miał jej kto pomóc. Obejrzała się przez ramię i spojrzała na prześladowców. Było to dwóch rosłej budowy mężczyzn. Więcej nie mogła zobaczyć, bo byli w dzielnicy, gdzie świeciła co piąta latarnia. W pewnej chwili potknęła się i upadła. Po chwili do ziemi przygniótł ją ciężki but. Zaprło jej dech i powoli zaczęła się dusić...
***
Azusa obudziła się zlana potem. Rozejrzała się po swoim malutkim pokoiku z aneksem kuchennym i łazienką. Na stole, który stał równolegle do łóżka leżał stosik listów i kopert. Kiedy Azu go dostrzegła przeszedł ją zimny dreszcz. Podeszła do stołu i przejrzała każdą z kartek.
Strzeż się Piękna
Do tego listu dołączono jej zdjęcia sprzed mieszkania. Znalazła go równo miesiąc temu. Kolejny mówił:
Widzimy Cię zawsze, Piękna
Zdjęcia kiedy śpi, i szykuje śniadanie. Potem były dwa tygodnie przerwy. Chwila odsapnięcia i spokoju. Moment bez strachu. I kolejny:
Jesteś w pułapce, Piękna
W tym i kolejnych czterech nie było zdjęć. A potem kolejny ze zdjęciem:
Jesteśmy coraz bliżej, Piękna
Tutaj zdjęcia były najgorsze. Zrobione tak, że mężczyzna z kadru wyglądał jakby obejmował Azusę. A na kolejnym z nich jakby przystawiał pistolet do głowy dziewczyny. Były zrobione w dniu kiedy
Kiedy usłyszała pukanie do drzwi jej oczy zwężyły się ze strachu. Była trzecia w nocy i o tej godzinie raczej nikt nie odwiedzał dziewczyny. Spojrzała przez wizjer i odetchnęła. Otwarła drzwi, a przed nimi stał jej przyjaciel Shiki.
- Hej Azu. Mogę wejść?
Azusa skinęła głową i odsunęła, aby Shiki mógł wejść. Potem szybko zamknęła drzwi na klucz i ruszyła wgłąb pokoju. Usiedli przy stole, a Az spytała:
- Kawy?
- Chętnie - odparł Shiki i poszedł za Azu do kuchni. Tam Azusa wstawiła wodę, a Shiki wsypał kawę do kubków.
- Dwie? - dziewczyna potaknęła, a jej przyjaciel posłodził kawy. Az zalała napoje i dwoje przyjaciół siadło na blacie kuchennym.
- Coś chciałeś? - rzuciła rzeczowo, a Shiki potaknął:
- Zapytać czy coś nowego. - Azu pokręciła głową i dodała:
- Nie i oby już tak zostało.
- Jeśli coś się stanie będę Cię bronić - powiedział cicho
Po kilku minutach ciszy usłyszeli ciche pukanie. Dziewczyna zadrżała, a Shi szepnął:
- Zobaczę kto to - Azusa skinęła głową, a Shiki poszedł sprawdzić.
- Kto tam - powiedział chłopak i otworzył drzwi. Na wycieraczce leżała mała koperta. Otwarł ją szybko i zobaczył napis:
To był błąd.
Zdjęcie wnętrza kuchni, Shikiego i Azu. Po chwili krzyk i łomot.
- Azusa! - wykrzyknął chłopak i pobiegł do kuchni. Była tam rozlana kawa, wybite okno i resztki kubka Azusy.
- Cholera! - wydarł się chłopak i rozpłakał się ze wściekłości - Obiecałem Cię chronić, a chwilę potem zostawiłem Cię samą. Wybacz mi Azu! Wybacz!
Opadł bezsilnie na kolana i siedział płacząc. Po chwili do mieszania weszli obudzeni sąsiedzi 'Co się tu stało?!' pytali Shikiego, a on powtarzał tylko:
- Zabrali ją. Zabrali...
-Kogo?! - spytał jeden z sąsiadów
- Azusę. Azu - chłopak płakał bezsilnie - A ja ją zawiodłem. Moją Azu.
***
Azusa ocknęła się przywiązana do krzesła, z zaklejonymi ustami. Była w białym pomieszczeniu ze stołem i z kanapą.
- Witaj Piękna - usłyszała gardłowy głos. - Nic nie mów, wszystko wyjaśnię. Ktoś kazał nam cię tu przywieźć. Ktoś kto za tobą tęskni.
Z cienia wyłonił się średniego wzrostu chłopak. Miał twarz i dłonie umazane krwią, blond włosy i błękitne oczy.
- Azusa wróć. Pobawmy się. - powiedział chłopk. - Jestem sam. Nie mam się z kim bawić. Wróć Azusa.
Brutalnie zdarł jej taśmę z ust.
- Azusa wróć. Chcę się pobawić z Azu.
- Zostaw mnie psycholu! - zaczęła się drzeć
- Azunia nie krzycz. Zmienisz zdanie. - dodał i wyszedł z pokoju
Przychodził codziennie. I codziennie mówił to samo 'Azu wróć. Chcę się bawić z moją Azusią'. Azusa nie wiedziała jak długo tam jest. Ale już chciała do domu. Chciała uciec.
Tymczasem policja szalała, całe miasto postawiono do pionu. Wszyscy szukali Azusy. Plakaty, telewizja, ulotki. Wszystko głosiło o zaginięciu Azu. Jednego dnia do pokoju wszedł Shinet i powiedział:
- Ktoś szuka mojej Azu - pokazał jej ulotkę. Po chwili wyszedł z pokoju, a Azu odetchnęła. Był psycholem, dlatego Azusa go zostawiła. Bała się go zawsze gdy był obok. Więc kiedy drzwi otworzyły się i stanął w nich Shiki, Azusa rozpłakała się ze szczęścia. Shiki szybko ją rozwiązał i podał rękę. Wyprowadził ją z pomieszczenia, a ona się w niego wtuliła. Po chwili usłyszała krzyk:
- Moja Azu zniknęła! - Shinet wypadł na taras gdzie stali Azu i jej przyjaciel.
- Oddawaj Azu. Ona będzie moja, albo niczyja! - krzyknął Shinet mierząc w dziewczynę. Nacisnął spust i pocisk trafiłby w Azusę, gdyby nie Shiki, który oddał celny strzał ze swojego rewolweru i osłonił dziewczynę własnym ciałem. Po chwili i Shinet i Shiki padli na ziemię.
- Shiki - załkała Azusa pochylając się nad swoim przyjacielem
- Spokojnie Azu. Nie płacz. Wszystko będzie dobrze - wykrztusił Shiki i zamknął oczy poraz ostatni.
czwartek, 23 stycznia 2014
Wszystko Będzie Dobrze
środa, 22 stycznia 2014
Samotność Wśród Ludzi
Ritsu wstała z łóżka piętrowego i rozejrzała się po pokoju. Z żółtych ścian zaczęła złazić farba, w związku z czym przy suficie pojawiły się białe plamy tynku. Ri zeszła z łóżka i na palcach podeszła do swojej szafki. Zdjęła z szyi kluczyk i otwarła nim niedużą skrzynkę w której trzymała ubrania. Nie było w niej za dużo, jednak dziewczyna cieszyła się tym co miała. Czyli jedną lekką, koronkową sukienką, trzema parami spodni, piącioma bluzkami, jedną bluzą z kapturam i jedną bez, dwoma spódniczkami oraz kompletem bielizny. Miała świadomość, że to niewiele, jednak wiedziała, że są też tacy, którzy nie mają nic. Wzięła jedne spodnie, bluzkę, bluzę bez kaptura oraz bieliznę i na palcach wyszła na korytarz. Zamknęła swój pokój na klucz i powoli ruszyła przez długi korytarz w stronę łazienki.
Dom powoli budził się do życia. Kilkoro domowników pojawiło się na korytarzu. Każademu z nich Ritsu skinęła głową, bo wszystkich znała, jednak z nikim nie łączyły jej bliższe relacje. Weszła do łazienki, jako jedna z pierwszych i stanęła pod prysznicem. Ubrania położyła na półeczce, wzięła mydło, po czym umyła się i okręciła się ręcznikiem. Potem szybko ubrała się i przebiegła do swojego pokoju, w nadziei, że nie spotka swoich prześladowców. Szczęście, się do niej uśmiechnęło i w przedsionku było pusto.
Kiedy weszła do pokoju szybko zgarnęła plecak i poszła do kuchni. Stamtąd zabrała swoje kanapki, po czym udała się do wyjścia. Z ulgą opuściła ośrodek i ruszyła do szkoły. Nie było tam wiele lepiej, lecz tam nie spotykała Madoki i Anaty, bo były w różnych klasach. W przedsionku szkolnym czasami je widziała, ale wtedy szybko umykała i udawało się jej uniknąć konfrontacji face-to-face. W liceum jak zwykle cichutko usiadła na swoim miejscu, obserwując szkolne, kwitnące życie.
W szkole nie była lubiana, bo wszyscy wiedzieli, że mieszka w sierocińcu. Unikali jej, jakby samotnością i brakiem rodziców można się było zarazić. Niektórzy wybierają samotność jako swój styl życia. Nie lubią rozmawiać i słuchać, więc trzymają się na uboczu. Lecz samotność Ritsu została wybrana prez innych. Była jedną z tych, którzy są samotni, mimo wielkiej ilości otaczających ją ludzi.
Nauczycielka weszła do klasy prowadząc brązowowłosą dziewczynę, w krótkiej kitce.
- To jest Narisu Ui. Od dzisiaj będzie chodziła z wami do klasy. Mam nadzieję, że ciepło ją przyjmiecie i będzie dobrze czuła się w waszej klasie.
Dało się słyszeć kilka kpiących prychnięć, po czym Ui ruszyła na wyznaczone miejsce, to zaraz za Ritsu. Ri kiedy to zobaczyła wygładziła swoje różowe włosy i zarzuciła na ramię. Po lekcjach powoli zaczęła się pakować i podeszła do tablicy, żeby ją zetrzeć. Gdy wyszła ze szkoły na dziedziniec dostrzegła Madokę i Anatę, które pastwiły się nad Ui.
- ... zawsze płacą myto. Nic za darmo. Za każdy dzień twojego pobytu tu chcemy dostawać sześćset jenów. - rzuciła kpiąco Anata i wyrwała Ui torbę
- Kiedy ja nie mam. - rzuciła bezradnie ofiara i niezdarnie próbowała odebrać torbę
- Gdzie to! Kontrola celna! - krzyknęła Madoka zaśmiewając się, kiedy Anata wysypywała rzeczy z torby prześladowanej.
Gdyby Ri była kimś innym podeszłaby tam i pomogła tej nowej, jednak sama była dość bezsilna w nastałych okolicznościach.
Kiedy prześladowcy znudzili się zabawą, po prostu rzucilo torbę na ziemię, popchnęli Ui i odeszli.
- Pomóc ci? - Spytała Ritsu podchodząc, do dziewczyny, która usiłowała pozbierać swoje książki.
- Byłoby miło - uśmiechnęła się nowa i podała Ri rękę - Jestem Ui
- Ritsu - przedstawiła się dziewczyna zbierając książki - Ale mów mi Ri
- Jesteś chyba pierwszą osobą, która podeszła do mnie na odległość większą, niż kij ze szmatą na końcu - uśmiechnęła się Ui
- Nowi zawsze tak mają. Zobaczysz, że kiedyś cię polubią.
- A ty tak miałaś - zapytała ciekawie Ui
- Ja... Nadal tak mam - powiedziała Ritsu, uśmiechając się smutno.
- Też niedawno dołączyłaś?
- Nie. Chodzę tu od początku. Ale... mieszkam w sierocińcu. A ludzi, tam mieszkających traktuje się jak psy lub śmiecie.
- Ah. Rodzice cię porzucili?
- Nie. Oni, nie...- Ritsu rozpłakała się. - Oni... zginęli w wypadku pięć lat temu.
Ui zarumieniła się lekko i szepnęła:
- Przepraszam. Nie wiedziałam, że to dla ciebie takie trudne.
- To nie twoja wina. Nie wiedziałaś. - Ri podniosła się - Wybacz muszę już wracać.
- Odprowadzić Cię?
- Byłoby miło. Ale czy ty naprawdę chcesz tam iść?
- A co za problem? Bywałam w gorszych miejscach.
- No to chodźmy - rzuciła Ritsu zszokowana, że ktoś idzie tam dobrowolnie
Następne pół godziny Ri i Ui szły drogą do sierocińca rozmawiając o tym, co ślina na język przyniosła. Kiedy doszły do placówki pożegnały się, jakby znały się kilka lat, a nie kilka godzin i każda poszła w swoją stronę.
*Kilka dni później*
Ri tak samo jak poprzedniego dnia wstała, umyła się, ubrała, jednak tym razem napotkała na korytarzu nikogo innego, jak Anatę.
- Śmierdzisz psem - mruknęła prześladowczyni - Podobno zadajesz się z tą nową.
- Tak. Ale to nie twoja sprawa.
- Ale ty też będziesz płaciła myto, za zadawanie się z nią, więc się pilnuj.
Anata odeszła do łazienki, a Ri do swojego pokoju, gdzie już po paru minutach zapomniało, o wymianie zdań na korytarzu. Gdy ruszyła do szkoły zobaczyła opartą o mur sierocińca jakąś postać.
'To one. Pewne każą mi znowu płacić' - pomyślała, chociaż wiedziała kto to będzie
- Hej Ri!
- Ui?
- Zgadłaś - uśmiechnęła się dziewczyna - Pomyślałam, że będzie fajnie razem pójść do szkoły.
- No - Ri skinęła głową. Chodziły razem do szkoły od kilku dni a Ui mówiła to codziennie
- A może skoczymy po lekcjach do kawiarni mojej matki? Miałybyśmy kawę i ciasto za darmo - Ui uśmiechnęła się.
- Byłoby fajnie. -Ritsu uśmiechnęła się lekko.
Już nie była samotna W końcu miała przyjaciółkę.
niedziela, 19 stycznia 2014
Cisza
Popatrzyłam na pogodę za oknem. Tysiące malutkich śnieżynek spadały z nieba, wirowały chwilkę w powietrzu, by po sekundzie opaść na ziemię lub parpet i zniknąć. Zaczęłam obserwować jedną z białych śnieżynek. Była wyjątkowa. Mniejsza od innych, a jednak nie pozwoliła sobie, by opaść na ziemię i zniknąć. Wirowała w powietrzu, co chwilę opadając i wznosząc się. Wiedziałam, że ona zniknie, jednak użekła mnie
Odeszłam od okna i usiadłam na kanapie wpatrując się w ogień z kominka . Tę sytuację wykorzystał mój kocur i od razu wskoczył na moje kolana. Pogłaskałam szarego Aiko, a ten odpowiedział zadowolonym miałknięciem. Później już tylko cicho mruczał, aż w końcu zamilczał całkowicie.
Cisza przywiodła do mnie śnieżynkę. Na pozór małą i słabą, jednaj walczącą rozpaczliwie o życie. Podrygującą na wietrze, z każdą sekundą próbującą rozpaczliwie przeżyć. Jej próby były skazane na niepowodzenie, a ona jednak walczyła.
Nagle w tym dziwnym tworze natury dostrzegłam siebie. Walczę, o przetrwanie w świecie gdzie człowiek zgniata człowieka jak mrówkę. Na razie udaje mi się utrzymać na powierzchni i wirować, ale co przyniesie mi jutro?
Z rozmyślań wyrwał mnie dzwonek do drzwi.
- Już idę! - wykrzyknęłam i wstałam zrzucając kota z kolan - Wybacz Aiki - wymamrotałam i poszłam do drzwi.
- No cześć - rzucił wesoło mój chłopak Raven stając w drzwiach
- Cześć - uśmiechnęłam się, a Rav mnie objął.
Popatrzyłam na śnieg za jego plecami i płatek śniegu wrócił do mnie jak bumerang, a ja uśmiechnęłam się. Nigdy mie spadnę jak śnieżynka. Dlaczego? Ta malutka śnieżynka nie ma nikogo. A mnie przed upadkiem chroni Raven.
Biała Wstążka
Dziewczyna w ciemnym płaszczu, z słuchawkami w uszach szła przez cmentarz. Mijała rzędy równo ustawionych grobów na, których płonęły znicze. Głos w słuchawkach zaśpiewał:
Life is brutal. We're leaving only to die.
Zaczął padać delikatny deszcz. Dziewczyna założła kaptur i dalej szła mijając alejki z grobami.
I can't stop this. We're living to die.
Wokalista powtórzył swoją kwestię, a dziewczynie popłynęły łzy z oczu. Skręciła w jedną z wąskich ścieżek, przy końcu cmentarza.
Life is not eternal thing. It is like house of cards - it can always collapse.
Stanęła nad białym, mamrmurowym nagrobkiem.
R.I.P
Jane Arisson
Born - 1995
Die - 2010
Dziewczyna przysiadła na grobie i pochyliła głowę. Z kaptura wypadł warkocz przewiązany na końcu białą wstążką.
This my life. This my death.
Z oczu dziewczyny popłynął potok łez. Z kieszeni płaszcza wyjęła zdęcie. Dwie dziewczyny z doczepianymi elfimi skrzydekłkami, uśmiechały się wprost w obiektyw. Jedna z dziewczyn podłączona do kroplówki, druga, z włosami, które wypadły od chemii, siedziała na wózku.
It always ends, when you wanna to it will be eternal.
Deszcz uderzył ze zdwojoną siłą. Cienki płaszczyk dziewczyny przemokł już kompletnie. Ta jednak nadal siedziała prz grobie przyjaciółi. Przyjrzała się zdjęciu. Były na nim takie radosne, roześmiane. Nikt nie spodziewał się, że niespełna miesiąc później Jane przegra walkę z rakiem wątroby. Pojawiły się przerzuty do płuc. Przed śmiercią dała swojej przyjaciółce ukochaną białą wstążkę. Tę która teraz zdobiła warkocz.
This is my life. This is my death.
Dziewczyna położyła zdjęcie na pomniku i zapaliła mały znicz. Popatrzyła na mały płomyk. Ten zachybotał się i po chwili zgasł. Bez syknięcia, bez dymu. Zupełnie jak Jane. Dziewczyna uroniła łzę i odwróciła się by odejść.
sobota, 4 stycznia 2014
Niesprawiedliwa Sprawiedliwość
- Emily? - Jake popatrzył na mnie i zrobił maślane oczy
- Taaak Jake'uś? - odparłam równie słodko jak on
- Kup mi lizaczkaa - wywinął wargi i ka boom - dwa złote w żołądku mojego przyjaciela
- Jesteś zbyt miła - rzuciła Kate i zrobiła balona - A ty Jake jesteś zbyt słodki i uroczy
- Uroku nigdy zbyt wiele - odparł i przycisnął lizaka tak, że było go widać z boku policzka
Mimo, że większośc do niczego nie prowadziła, uwielbiałam rozmowy z moimi przyjaciółmi. Zawsze można się było pośmiać, dopuścić do napadu zaraźliwej głupawki. A moich przyjaciół kochałam. Byli jak rodzeństwo, o którym zawsze marzyłam, a nie mogłam go mieć. Zawsze mogłam im się wygadać, wyżalić, wypłakać.
Wróciliśmy na ławeczkę w parku na, której siedzieliśmy nie całe pół godziny temu. Tym razem to Jake był w środku między mną a Kate. Objął nas obie i powiedział:
- Drogie panie. Zapraszam do mojego pokoju w hotelu Dom Jake'a
- Wiesz, że jesteś bardzo zboczony? - powiedziałam, na co on uśmiechnął się szeroko i powiedział:
- Wiem. I to w sobie lubię.
- W takim razie bierz te zboczone łapska - roześmiałam się
- Patrzcie jaki cudowny - Kate wskazała na wielkiego bernardyna prowadzonego przez chłopaka na oko w naszym wieku.
- Tak- szepnęłam i popatrzyłam na cudowne zwierzę - Jest wspaniały.
- Pf.. Pies jak pies - mruknął Jake, a Kate cmoknąła na psa. Ten wyrwał w naszą stronęm na co chłopak kopnął biedne zwierzę w żebra
- Spokój, Głupi Kundlu - To co zrobił... Nie mogłam pozwolić by uszło mu na sucho. Wstałam z ławki i podeszłam do chłopaka:
- Czemu to zrobiłeś?! - krzyknęłam mu prosto w twarz
- Bo musi być sprawiedliwie. Nie słuchał więc go ukarałem.
- A ciebie ktoś bije jak nie słuchasz? - krzyknęłam ze łzami w oczach
- No... nie. Ale Bóg stworzył człowieka, żeby ten władał nad zwierzętami. A to tylko głupi bydlak bez uczuć.
- Jak możesz tak mówić - rozpłakałam sie. - Jego też boli! On też cierpi! Oddawaj! - wykrzyknęłam i wyrwałam mu smycz z ręki - To ty jesteś głupim bydlakiem bez uczuć! Nie zasłużyłes na tak piękne zwierzę!
- Phy. Mniej wydanej na żarcie kasy - rzucił chłopak i odszedł.
Wtuliłam się w miękką sierść psa i powiedziałam:
- Będziesz miał imię Hope. Bo dałeś nadzieję na to, że można jeszcze naprawić ten świat.
- Wszystko w porządku Em? - spytali przyjaciele podchodząc do mnie
- Tak-odparłam - Teraz już tak.
piątek, 3 stycznia 2014
Prześladowana
Jej rozmyślenia przerwał dzwonek na przerwę . Wrzuciła pospiesznie książki do torby i jako iż była to jej ostatnia lekcja szybko ruszyła do szatni, z nadzieją, że uda jej się ominąć debili, którzy zawsze się do niej doczepiali. Spojrzała ukradkiem na Kuramę, który gdy to zauważył lekko się uśmiechnął, po czym wrócił do rozmowy z kumplami. Shion rozmarzyła się, jak to fajnie by było, gdyby Kurama i Ona... Jednak szybko odrzuciła te myśl. W Kuramie podkochiwała się połowa dziewczyn ze szkoły i ona jedna, nie będąc tu wyjątkiem nie miała szans. Kiedy schodziła do szatni nie zauważyła Hiroshiko, Kayaby i Kazuto, którzy tylko czekali, żeby móc uprzykrzyć jej życie.
- Gdzie tak uciekasz? - spytał przywódca odmóżdżonej bany Kayaba
- I przed kim? - Kazuto dorzucił swoje pięć groszy i zrobił zatroskaną minę
- Bo chyba nie przed nami?- Dodał Hiroshiko chyba najgłupszy z całej trójki i wszyscy trzej zaczęli głupio rechotać
- Nie przed wami bo przed głupotą nie da się uciec. - rzuciła i odepchnęła Kazuto, który blokował jej przejście. Zaczęła schodzić powoli po schodach po czym ruszyła w stronę swojej szafki nie słuchając krzyków chłopaków.
- Gdzieś ty była? - spytała ubrana w zimową kurtkę Mion siedząca na ławce obok szafek
- Miałam z kilkoma osobami pogawędkę - westchnęła Shion i narzuciła swóją granatową, sportową kurtkę.
- Znowu oni? - Mion przewróciła oczami, a jej siostra potaknęła o wrzuciła do szafki swoje buty zmienne i ubrała swoje glanowate kozaczki zimowe.
- Chodź - powiedziała i zamknęła szafkę
Mion wstała i razem z siostrą ruszyły do wyjścia. Tym razem miały szczęscie nie spotkać bezmózgiego trio.
*W domu*
- Shion, Mion! Odrobiłyście lekcje?
- Tak Mamo! - zgodnie rzuciły bliźniaczki i wróciły do swoich poprzednich zajęć, a mianowicie Mion do czytania, a Shion do szkicowania.
Shion szkicowała od dawna i trzeba przyznać, że robiła to wspaniale. Mangi, które rysowała zdobywały pierwsze miejsca w ogólnokrajowych konkursach, a większość jej szkiców znajdowała się na miejskich wystawach.
- Co rysujesz? - spytała Mion podchodząc do sztalugi na której Shion szkicowała węglem. Ta natomiast zasłoniła szkic swoim ciałem, zarumieniła się i rzuciła:
- Nic takiego - Nie chciała dopuścić, żeby siostra zobaczyła szkic na którym Kurama obejmuje Shion, uśmiechając sie przy tym szeroko.
- No pokaż! - siostry sprzeczały się, dopóki mama nie zawołała obu na obiad, a Shion nie schowała szkicu do szuflady.
*Ranek*
Shion, razem z siostrą opuściły dom po czym udały się do szkoły. Przy wyjściu na dziedziniec przyd szkołą czekali na nie Kazuto, Hiroshiko i Kayaba. Jak zwykle zignorowali Mion i doczepili się do Shion
- Wiesz, że złamałaś mi nos? - warknął Kazuto i zagrodził jej drogę
- O jak przykro - mruknęła dziewczyna próbując go wyminąć
- To nie ujdzie ci na sucho - dodał Kayaba
- Ojej. - odpowiedziała prześladowana półsłówkiem
Hiroshiko i Kayaba chwycili ją tak, że nie mogła się wyrwać. Szamotała się i nienawistne spojrzała w oczy Kazuto kiedy przed nią stanął
- Co? Nie ma już facetów tak słabych jak wy i zaczęliście dowalać do dziewczyn - syknęła
- My słabi? Chy..
- Oczywiście, że tak. Tylko słabeusz prześladuje dziewczynę, która jest słabsza od niego - przerwał mu wpół zdania Kurama, króry stanął między nim, a Shion.
- Odejdź Kurama - powiedział chojracko, a jednak było słychać, że się boi. Kurama słynął z honoru praz z tego, że zawsze broni słabszych - To nie twoja sprawa. A ta suka złamała mi nos - powiedział cofając się o krok.
- I teraz jest prawidłowo - w końcu taki złamas jak ty ma coś złamanego. -rzucił bohater ignorancko - A teraz dajcie jej spokój
- Chłopaki, idziemy - rzucił piskliwie, a jego kumple puścili dziewczynę, która upadła.
Kiedy tamci odeszli i została sama z Kuramą jak dziecko wybuchła płaczem. Kurama podał jej rękę, a ona podniosła się i szepnęła
- Dziękuję Kurama. Gdyby nie ty... - nie umiała skończyć zdania. Czego się nie spodziewała chłopak przytulił ją i powiedział:
- Już wszystko w porządku. Mamy siebie prawda? - rzucił trochę nieśmiało
- Mamy? - Shion odsunęła się od Kuramy i popatrzyła mu w oczy.
- Zależy mi na tobie - powiedział, a ona wybuchła jeszcze większym płaczem i przytuliła się do niego jeszcze mocniej.
czwartek, 2 stycznia 2014
Powitanie
Będę tu zamieszczała różne opowiadania, o różnej tematyce.
A teraz coś o mnie; Jestem Jula, chodze do 1 gimnazjum. Pasjonuję się zwierzętami - głównie końmi, interesuję się Japonią, mangą, anime oraz ich językiem, którego od niedawna się uczę. Czasami rysuję i śpiewam.
Możliwe, że do niektórych opowiadań, będę sama robić ilustracje ;3
No to chyba tyle ;)
Do zobaczenia w opowiadaniach!
Jula