sobota, 15 marca 2014

Uprowadzona

Miko położyła się na fotelu i zwieszając głowę z jego krawędzi zaczęła wpatrywać się w ogień. Płomienie jednostajnie ogarniały kawałek drewna leżącego w kominku. Przekręciła się na brzuch i popatrzyła z ukosa na stojący w rogu pokoju fortepian.
Wszyscy mówili, że jest doskonałą pianistką. Miała rzeszę fanów, jednak nie ze względu na swą grę. Chodziło raczej o wygląd. Długie blond włosy, szczupła, czekoladowe oczy. Tak. Zdecydowanie chodziło o wygląd.
Usłyszała warczenie swojego owczarka, jego skowyt i walenie w drzwi. Rozejrzała się spłoszona i krzyknęła w chwili gdy odłamki z wybitej szyby dotknęły jej ramienia. Poczuła puste uderzenie w głowę i tępe pulsowanie w skroni.
***
Miko obudziła się w pomieszczeniu łudząco podobnym do pokoju w którym była nim rozegrały się całe wydarzenia. Pomyślała, że to może był koszmar, a ona właśnie się obudziła. Nie była niczym związana, więc  to rozwiązanie wydało jej się najbardziej prawdopodobne. Jednak kiedy rozejrzała się po miejscu swojego pobytu krzyknęła spłoszona. Przy fortepianie, przy stole, w fotelu, przed kominkiem dosłownie wszędzie leżały jej idealne repliki. A raczej siedziały i stały. Do pomieszczenia weszła pochylona postać w kapturze.
- Wybacz zapomniałem je zabrać - mruknął chłopak, po czym zaczął zbierać kukły.
- Kim jesteś? - Miko drżącym palcem wskazała chłopaka.
- Ja? Oh nikim ważnym, kiedy Ty jesteś w pomieszczeniu - szepnął chłopak i spojrzał na Miko z nabożną czcią.
- Kim jesteś?! - krzyknęła dziewczyna głosem godnym wokalisty death metalowego.
- Nikim. - powiedziała postać
- Jak się nazywasz?!
- Nie krzycz na mnie - powiedział chłopak i wymierzył dziewczynie siarczysty policzek. Łzy napłynęły Miko do oczu, a w tym czasie chłopak powiedział - Jestem Ryuuk.
Po tych słowach chłopak zebrał resztę lalek i wyszedł z pokoju. Mi została sama w pomieszczeniu, które nagle wydało jej się strasznie ponure. Usiadła więc na fotelu i ku swemu zaskoczeniu zauważyła, że obok fotela leży starannie poukładany stosik mang. Najnowszy tom Hetalia Axis Powers przyciągnął jej uwagę. Zaczęła go przeglądać kiedy chłopak wszedł do pomieszczenia i postawił na stole wonne Nigiri. Było to jej ulubione danie lecz ona nie zamierzała jeść. Wkrótce ją znajdą. Ryuuk widząc, że ona nie zamierza jeść włączył telewizor i sam zaczął posiłek.
Znaleziono zwłoki pianistki Miko Honogashi. Zginęła w wieku 19 lat. Odnaleźli ją sąsiedzi, którzy usłyszeli hałas. Sprawca nie będzie poszukiwany, stwierdzono samobójstwo.
- Już możesz być spokojna - zwrócił się do niej chłopak. - Nie będą Cię szukać.
Miko ze łzami w oczach poszła do łazienki i zwymiotowała żółcią.
***
Minęły dwa tygodnie odkąd została uprowadzona. Nie jadła, nie piła. Czasami tylko chodziła do łazienki by się umyć. Chłopak obserwował wszystko zafascynowany  i co jakiś czas coś do niej
powiedział. Ona trwała w milczeniu. Po pewnym czasie Ryuuk powiedział:
- Nudzi mi się. Zagraj coś.
- Nigdy w życiu! - wykrzyknęła i splunęła w jego stronę. 
- Masz zagrać - wyciągnął rewolwer i strzelił w jej nogę. Krzyknęła z bólu i szepnęła:
- Dlaczego?
- Bo Cię kocham i uwielbiam - powiedział z uśmiechem chłopak - Zagrasz?
Ona posłusznie podeszła do fortepianu powłócząc postrzeloną nogą, usiadła i łzy popłynęły z jej oczu, gdy zaczęła grać.

piątek, 14 marca 2014

Wypadek

Błysk świateł. Pisk opon. I mrok. Wszędzie mrok. Mój słaby puls wyrażany pinkięciami medycznej aparatury. Drżenie najbliższych, o moje życie. Prawdę mówiąc te późniejsze rzeczy to spekulacja.
Obudził mnie rażący blask, skierowany jakby prosto na moje powieki. Powoli uniosłam rękę i osłoniłam nią oczy. Zamrugałam kilkakrotnie i zauważyłam z przerażeniem, że przez całą moją rękę ciągnie się długa szrama. I że nic nie słyszę. Krzyknęłam w przerażeniu, jednak po chwili dźwięk przebił się do mojej świadomości, a ja przestałam.
Po chwili drzwi do ciasnego pokoiku otwarły się i stanął w nich Ryota.
- Ayama! - krzyknął i podbiegł do łóżka po czym zaśmiał się cicho.
- Ryo - początkowo się uśmichnęłam, jednak moją uwagę przyciągnął mały ślad na jego ręce - Znowu? - szepnęłam i spuściłam głowę
- Myślałem, że nie przeżyjesz, że zostawisz mnie samego.
Wiedziałam o co mu chodzi. Jego rodzice zginęli gdy miał osiem lat. Babcie która się nim opiekowała rok temu. Wszyscy w wypadkach samochodowych. Gdybym ja zginęła załamał by się. Byłam jego 'jedynym wsparciem' jak sam stwierdził.
Nagle znienacka uderzyłam go w głowę książką leżcą obok łóżka.
- Za co to?! - zapytał rozcierając miejsce uderzenia
- Debilu nigdy bym cie nie zostawiła! Nigdy! Jesteś idiotą skoro myślałeś, że umrę!
- Ale to już prawie pół roku! - jęknął
- I co z tego! Zależy mi na twoim komforcie psychicznym. Z.A.L.E.Ż.Y. Zależy!
- A... a mi zależy na Tobie! To dlatego się martwiłem.
Usłyszałam pikanie aparatury podtrzymującej pracę mojego słabego serca i do pokoju wbiegła pielęgniarka. Wyprosiła Ryotę, jednak on zatrzymał się przy wyjściu, a ja z uśmiechem powiedziałam:
- Mi w sumie też na Tobie.
-To już nie na komforcie psychicznym?
- Nie tylko.
Spojrzał na mnie z uśmiechem i odszedł.

wtorek, 11 marca 2014

sobota, 1 lutego 2014

Milczenie

Drzewa rozmywają się i zmieniają się w plontaninę białych gałęzi, w czasie gdy jadę samochodem. Mijane drogowskazy czasami przysłaniają mlecznobiałe niebo, jednakże mim to dodają drodze nastrojowości. Nagle moją uwagę przykuwa czarny punkt na drodze. Mrużę oczy by widzieć wyraźniej i zauważam zarys małego dzioba i skrzydeł. Kolejny ptak, który wypadł z klucza ptaków lub z gniazda. Kiedy mam go minąć  zwalniam i zauważam, że to drobne ciałko nosi liczne ślady po dziobnięciach. Słyszę klakson auta za mną i przyspieszam. Myśl i rozważania na temat ptaka odlatują odemnie by za chwilę wrócić, jak ptak przykuty łańcuchem, do klatki mojego umysłu.
Zadziobana ptaszyna, nie mogła wypaść z gniazda, gdyż leżała na środku drogi, a nie na poboczu, lub w pobiżu gniazda. ' Wypadłem z klucza dzikich ptaków' przypomniałam sobie piosenkę Kaczmarskiego. Ta ptaszyna ciągle powracała w myślach przywodząc nowe przemyślenia.
Kim jestem ja w stadzie błękitnych, ziemskich ptaków bez skrzydeł? Czy lecę jako przewodnik stada? Czy jestem na szarym końcu? Czy w ogóle jestem jeszcze częścią tego dziwacznego stada?
Spoglądam na drogowskaz i myśli znowu na chwilę odlatują w najdalszy kąt umysłu. Do lotniska zostało mi jeszcze kilkanaście minut, więc skupiam się na drodze i na myślach jak będzie wyglądać to spotkanie. Znamy się od trzech lat, a nie widzieliśmy się od przeszło dwóch. Wjeżdżam na teren lotniskowego parkingu i wybieram miejsce jak najbliżej wejścia. Chwilę potem biegnę w stronę ogromnej hali. Podbiegam do informacji z pytaniem o lot żołnierski nr. 24870. Dowiaduję się, że właśnie wylądowali. Następne minuty dłużą się w nieskończoność. Gdy żołnierze wchodzą na lotnisko wszyscy witają ich brawami. Niemal każdy z nich podchodzi do wybranki swego serca, natomiast do mnie podchodzi dowódca i ze słowami 'Przykro mi' wręcza mi grawerowany nieśmiertelnik. Patrzę na nazwisko:
Hiromou Nadako
Zarówno ono jak i wszystkie inne dane się zgadzają. Wybucham płaczem i po chwili słyszę głęboki głos:
- Dlaczego moja ptaszyna płacze? Zerwał mi się nieśmiertrlnik i muszę wyrobić nowy.
- Ty głupku! Myślałam, że zwariuję!
Rzucam się w ramiona Hiromou i wraca do mnie ptak z drogi.
Ja już wypadłam ze stada. Dokładnie trzy lata temu. Ale nie wypadłam z niego by skończyć życie. Wypadłam z niego by założyć nowe stado. Moje własne z Hiromou.


Pamiętnik Bulimiczki

- Trzydzieści osiem kilo? - wysoka brunetka uniosła brew i wzięła do ręki dziesięciokilogramowy ciężarek - Czterdzieści osiem? Wciąż za dużo.
Hinata kiedyś była śliczna. Jej włosy połyskiwały jedwabiście, a duże, piękne oczy iskrzyły się życiem. Wystające kości policzkowe i pełne usta dodawały dziewczynie uroku, a szerokie biodra czyniły jej talię niemal idealną. Zawsze uśmiechnięta kroczyła przez życie, ubrana w sukienkę i wysokie obcasy.
Teraz gdy ludzie na nią patrzyli, zamiast zachwytu budziła się litość. Zapadłe policzki i nad wyraz odstające kości twarzy. Zbyt wielkie oczy, które zmatowiały. Niedokrwiode usta na pół twarzy. Biodra szersze od ramion. Do tego połamane szarawe włosy. Wysoki wzrost pogłębiał żal wszystkich wokół.
Jednak gdy Hina spoglądała w lustro widziała odobę szerszą niż wyższą, z małymi oczami i tłuszczem zamiast włosów. Wszyscy kazali jej tyć, a ona wciąż chudła. Robiła to dla niego. Jej wspaniałego Katazuny. Jemu podobała się takak jaka była. Im była chudsza tym bardziej ją kochał.
Dziewczyna wyszła z łazienki i przeszła do toalety. Tam związała włosy, klękając przed muszlą klozetową. Wsadziła sobie dwa palce do gardła, by już po chwili poczuć spazmy wstrząsające całą krtanią. Tylko na to czekała. Szybko wyjęła palce, a chwilę po tym żółć z żołądka płynęła kanałami. Hinata umyła zęby, przebrała się i ruszyła do parku na spotkanie z jej chłopakiem. Ten jak zwykle powitał ją:
- Widzę, że moja piękna jest chudsza niż zawsze. Już jesteś prawie idealna. Jeszcze tylko troszkę. Dwa kilo. To nie dużo. - uśmiechnął się do niej i pocałował ją delikatnie. Ona spojrzała na niego z zaufaniem. Była całym jego życiem. Po co miałby ją krzywdzić? To cały świat się myli , a nie ona i Katu. Pospacerowali chwilę po parku, Katazuna odprowadził ją do domu po czym wrócił do siebie. Hina gdy została sama uśmiechnęła się lekko. To tylko dwa kilo. Czyli tydzień głodówki i wymiotowania.
***
- On Cię wyniszcza! Nie mogę patrzeć jak powoli umierasz!
- Ale to tylko dwa kilo - szepnęła Hinata do Ahito, jej najlepszego przyjaciela.
- Ale te dwa kilo Cię zabije! Spójrz na siebie! Jesteś coraz brzydrza. Stajesz się wrakiem człowieka! - czynił jej wyrzuty Ahi, w czasie gdy ona kalkulowała ile razy dziennie może wymiotować, tak by nie osłabnąć całkowicie i żeby jak najproduktywniej chudnąć. - Słuchasz mnie?!
- Tak Ahito. Ale ja kocham jego, a on mnie. Chcę by był szczęśliwy, a ja też lepiej się czuję gdy ważę mniej. - dziewczyna zakaszlała, a jej ciałem wstrząsnęły dreszcze. Ahi popatrzył na nią ironicznie i rzucił:
- A do tego jesteś coraz zdrowsza, jak widać. Ważysz może ze trzydzieści pięć kilo, a masz 1,75 metra wzrostu. Powinnaś ważyć conajmniej sześćdziesiąt.
- Ważę czterdzieści osiem. - skłamła - I kiedy patrzę w lustro widzę jak wyglądam. Mimo wagi jestem tłusta i ochydna. Brzydzę się sobą - szepnęła, a do oczu napłynęły jej łzy - On chce tylko mi pomóc! Wie jak ważny dla mnie jest wygląd!
- Nie mam już na ciebie siły. Chcesz się niszczyć to się niszcz. Ja już nie wiem jak z tobą postępować.
***
Hinata obudziła się zlana potem. Leżała w swoim łóżku, w swoim pokoju, w swoim własnym mieszkaniu.
- To już mnie nie dotyczy - wyszeptała i dotknęła dłonią lustra wiszącego nad łóżkiem.
Teraz widziała jak wygląda. Przybrała na wadze w ciągu ostatnich killu miesięcy. Przycięła włosy, i wyżelowała paznokcie, by dać im czas na odbudowanie się. Porzuciła szpilki i wymieniła niemal całą szafę z XXS na S.
Tylko czasami obraz w lustrza zakrzywiał się i widziała dawną siebie. Tylko czasami chciała znowu się najeść i ponownie pobiec do łazienki. Tylko czasami chciała sięgnąć po telefon i wybrać numer Katazuny. Tylko czasami zapominała, że Katazuna siedzi w więzieniu, za nielegalną dystrybucję tabletek z tasiemcem.
Zeszła powoli z łóżka i na chwiejnych nogach podeszła do szafy. Wybrała workowatą bluzę z ciasteczkowym potworem, wąskie czarne spodnie, trampki i bieliznę, po czym poszła do łazienki. Wzięła prysznic i szybko ubrała wybrane rzeczy. Wyszła na ulicę i ruszyła w stronę poradni.
Nadal chodziła na terapię i czuła, że wiele jej to daje. Nagle zobaczyła znajomą twarz.
- Ahito! - krzyknęła
C.D.N

czwartek, 23 stycznia 2014

Wszystko Będzie Dobrze

Azusa biegła wąską, obskurną uliczką, pomiędzy blokami slumsów. Jej prześladowcy cały czas zawzięcie ścigali ją, niezważając na hałas jaki przy tym robią. Było około północy i większość ludzi o tej godzinie była w klubach lub barach. Nikt z sąsiadów Azu raczej nie siedział o dwudziestej czwartej w domu, więc , nie miał jej kto pomóc. Obejrzała się przez ramię i spojrzała na prześladowców. Było to dwóch rosłej budowy mężczyzn. Więcej nie mogła zobaczyć, bo byli w dzielnicy, gdzie świeciła co piąta latarnia. W pewnej chwili potknęła się i upadła. Po chwili do ziemi przygniótł ją ciężki but. Zaprło jej dech i powoli zaczęła się dusić...
***
Azusa obudziła się zlana potem. Rozejrzała się po swoim malutkim pokoiku z aneksem kuchennym i łazienką. Na stole, który stał równolegle do łóżka leżał stosik listów i kopert. Kiedy Azu go dostrzegła przeszedł ją zimny dreszcz. Podeszła do stołu i przejrzała każdą z kartek.
Strzeż się Piękna
Do tego listu dołączono jej zdjęcia sprzed mieszkania. Znalazła go równo miesiąc temu. Kolejny mówił:
Widzimy Cię zawsze, Piękna
Zdjęcia kiedy śpi, i szykuje śniadanie. Potem były dwa tygodnie przerwy. Chwila odsapnięcia i spokoju. Moment bez strachu. I kolejny:
Jesteś w pułapce, Piękna
W tym i kolejnych czterech nie było zdjęć. A potem kolejny ze zdjęciem:
Jesteśmy coraz bliżej, Piękna
Tutaj zdjęcia były najgorsze. Zrobione tak, że mężczyzna z kadru wyglądał jakby obejmował Azusę. A na kolejnym z nich jakby przystawiał pistolet do głowy dziewczyny. Były zrobione w dniu kiedy
Kiedy usłyszała pukanie do drzwi jej oczy zwężyły się ze strachu. Była trzecia w nocy i o tej godzinie raczej nikt nie odwiedzał dziewczyny. Spojrzała przez wizjer i odetchnęła. Otwarła drzwi, a przed nimi stał jej przyjaciel Shiki.
- Hej Azu. Mogę wejść?
Azusa skinęła głową i odsunęła, aby Shiki mógł wejść. Potem szybko zamknęła drzwi na klucz i ruszyła wgłąb pokoju. Usiedli przy stole, a Az spytała:
- Kawy?
- Chętnie - odparł Shiki i poszedł za Azu do kuchni. Tam Azusa wstawiła wodę, a Shiki wsypał kawę do kubków.
- Dwie? - dziewczyna potaknęła, a jej przyjaciel posłodził kawy. Az zalała napoje i dwoje przyjaciół siadło na blacie kuchennym.
- Coś chciałeś? - rzuciła rzeczowo, a Shiki potaknął:
- Zapytać czy coś nowego. - Azu pokręciła głową i dodała:
- Nie i oby już tak zostało.
- Jeśli coś się stanie będę Cię bronić - powiedział cicho
Po kilku minutach ciszy usłyszeli ciche pukanie. Dziewczyna zadrżała, a Shi szepnął:
- Zobaczę kto to - Azusa skinęła głową, a Shiki poszedł sprawdzić.
- Kto tam - powiedział chłopak i otworzył drzwi. Na wycieraczce leżała mała koperta. Otwarł ją szybko i zobaczył napis:
To był błąd.
Zdjęcie wnętrza kuchni, Shikiego i Azu. Po chwili krzyk i łomot.
- Azusa! - wykrzyknął chłopak i pobiegł do kuchni. Była tam rozlana kawa, wybite okno i resztki kubka Azusy.
- Cholera! - wydarł się chłopak i rozpłakał się ze wściekłości - Obiecałem Cię chronić, a chwilę potem zostawiłem Cię samą. Wybacz mi Azu!  Wybacz!
Opadł bezsilnie na kolana i siedział płacząc. Po chwili do mieszania weszli obudzeni sąsiedzi 'Co się tu stało?!' pytali Shikiego, a on powtarzał tylko:
- Zabrali ją. Zabrali...
-Kogo?! - spytał jeden z sąsiadów
- Azusę. Azu - chłopak płakał bezsilnie - A ja ją zawiodłem. Moją Azu.
***
Azusa ocknęła się przywiązana do krzesła, z zaklejonymi ustami. Była w białym pomieszczeniu ze stołem i z kanapą.
- Witaj Piękna - usłyszała gardłowy głos. -  Nic nie mów, wszystko wyjaśnię. Ktoś kazał nam cię tu przywieźć. Ktoś kto za tobą tęskni.
Z cienia wyłonił się średniego wzrostu chłopak. Miał twarz i dłonie umazane krwią, blond włosy i błękitne oczy.
- Azusa wróć. Pobawmy się. - powiedział chłopk. - Jestem sam. Nie mam się z kim bawić. Wróć Azusa.
Brutalnie zdarł jej taśmę z ust.
- Azusa wróć. Chcę się pobawić z Azu.
- Zostaw mnie psycholu! - zaczęła się drzeć
- Azunia nie krzycz. Zmienisz zdanie. - dodał i wyszedł z pokoju
Przychodził codziennie. I codziennie mówił to samo 'Azu wróć. Chcę się bawić z moją Azusią'. Azusa nie wiedziała jak długo tam jest. Ale już chciała do domu. Chciała uciec.
Tymczasem policja szalała, całe miasto postawiono do pionu. Wszyscy szukali Azusy. Plakaty, telewizja, ulotki. Wszystko głosiło o zaginięciu Azu. Jednego dnia do pokoju wszedł Shinet i powiedział:
- Ktoś szuka mojej Azu - pokazał jej ulotkę. Po chwili wyszedł z pokoju, a Azu odetchnęła. Był psycholem, dlatego Azusa go zostawiła. Bała się go zawsze gdy był obok. Więc kiedy drzwi otworzyły się i stanął w nich Shiki, Azusa rozpłakała się ze szczęścia. Shiki szybko ją rozwiązał i podał rękę. Wyprowadził ją z pomieszczenia, a ona się w niego wtuliła. Po chwili usłyszała krzyk:
- Moja Azu zniknęła! - Shinet wypadł na taras gdzie stali Azu i jej przyjaciel.
- Oddawaj Azu. Ona będzie moja, albo niczyja! - krzyknął Shinet mierząc w dziewczynę. Nacisnął spust i pocisk trafiłby w Azusę, gdyby nie Shiki, który oddał celny strzał ze swojego rewolweru i osłonił dziewczynę własnym ciałem. Po chwili i Shinet i Shiki padli na ziemię.
- Shiki - załkała Azusa pochylając się nad swoim przyjacielem
- Spokojnie Azu. Nie płacz. Wszystko będzie dobrze - wykrztusił Shiki i zamknął oczy poraz ostatni.


środa, 22 stycznia 2014

Samotność Wśród Ludzi

Ritsu wstała z łóżka piętrowego i rozejrzała się po pokoju. Z żółtych ścian zaczęła złazić farba, w związku z czym przy suficie pojawiły się białe plamy tynku. Ri zeszła z łóżka i na palcach podeszła do swojej szafki. Zdjęła z szyi kluczyk i otwarła nim niedużą skrzynkę w której trzymała ubrania. Nie było w niej za dużo, jednak dziewczyna cieszyła się tym co miała. Czyli jedną lekką, koronkową sukienką, trzema parami spodni, piącioma bluzkami, jedną bluzą z kapturam i jedną bez, dwoma spódniczkami oraz kompletem bielizny. Miała świadomość, że to niewiele, jednak wiedziała, że są też tacy, którzy nie mają nic. Wzięła jedne spodnie, bluzkę, bluzę bez kaptura oraz bieliznę i na palcach wyszła na korytarz. Zamknęła swój pokój na klucz i powoli ruszyła przez długi korytarz w stronę łazienki.
Dom powoli budził się do życia. Kilkoro domowników pojawiło się na korytarzu. Każademu z nich Ritsu skinęła głową, bo wszystkich znała, jednak z nikim nie łączyły jej  bliższe relacje. Weszła do łazienki, jako jedna z pierwszych i stanęła pod prysznicem. Ubrania położyła na półeczce, wzięła mydło, po czym umyła się i okręciła się ręcznikiem. Potem szybko ubrała się i przebiegła do swojego pokoju, w nadziei, że nie spotka swoich prześladowców. Szczęście, się do niej uśmiechnęło i w przedsionku było pusto.
Kiedy weszła do pokoju szybko zgarnęła plecak i poszła do kuchni. Stamtąd zabrała swoje kanapki, po czym udała się do wyjścia. Z ulgą opuściła ośrodek i ruszyła do szkoły. Nie było tam wiele lepiej, lecz tam nie spotykała Madoki i Anaty, bo były w różnych klasach. W przedsionku szkolnym czasami je widziała, ale wtedy szybko umykała i udawało się jej uniknąć konfrontacji face-to-face. W liceum jak zwykle cichutko usiadła na swoim miejscu, obserwując szkolne, kwitnące życie.
W szkole nie była lubiana, bo wszyscy wiedzieli, że mieszka w sierocińcu. Unikali jej, jakby samotnością i brakiem rodziców można się było zarazić. Niektórzy wybierają samotność jako swój styl życia. Nie lubią rozmawiać i słuchać, więc trzymają się na uboczu. Lecz samotność Ritsu została wybrana prez innych. Była jedną z tych, którzy są samotni, mimo wielkiej ilości otaczających ją ludzi.
Nauczycielka weszła do klasy prowadząc brązowowłosą dziewczynę, w krótkiej kitce.
- To jest Narisu Ui. Od dzisiaj będzie chodziła z wami do klasy. Mam nadzieję, że ciepło ją przyjmiecie i będzie dobrze czuła się w waszej klasie.
Dało się słyszeć kilka kpiących prychnięć, po czym Ui ruszyła na wyznaczone miejsce, to zaraz za Ritsu. Ri kiedy to zobaczyła wygładziła swoje różowe włosy i zarzuciła na ramię. Po lekcjach powoli zaczęła się pakować i podeszła do tablicy, żeby ją zetrzeć. Gdy wyszła ze szkoły na dziedziniec dostrzegła Madokę i Anatę, które pastwiły się nad Ui.
- ... zawsze płacą myto. Nic za darmo. Za każdy dzień twojego pobytu tu chcemy dostawać sześćset jenów. - rzuciła kpiąco Anata i wyrwała Ui torbę
- Kiedy ja nie mam. - rzuciła bezradnie ofiara i niezdarnie próbowała odebrać torbę
- Gdzie to! Kontrola celna! - krzyknęła Madoka zaśmiewając się, kiedy Anata wysypywała rzeczy z torby prześladowanej.
Gdyby Ri była kimś innym podeszłaby tam i pomogła tej nowej, jednak sama była dość bezsilna w nastałych okolicznościach.
Kiedy prześladowcy znudzili się zabawą, po prostu rzucilo torbę na ziemię, popchnęli Ui i odeszli.
- Pomóc ci? - Spytała Ritsu podchodząc, do dziewczyny, która usiłowała pozbierać swoje książki.
- Byłoby miło - uśmiechnęła się nowa i podała Ri rękę - Jestem Ui
- Ritsu - przedstawiła się dziewczyna zbierając książki - Ale mów mi Ri
- Jesteś chyba pierwszą osobą, która podeszła do mnie na odległość większą, niż kij ze szmatą na końcu - uśmiechnęła się Ui
- Nowi zawsze tak mają. Zobaczysz, że kiedyś cię polubią.
- A ty tak miałaś - zapytała ciekawie Ui
- Ja... Nadal tak mam - powiedziała Ritsu, uśmiechając się smutno.
- Też niedawno dołączyłaś?
- Nie. Chodzę tu od początku. Ale... mieszkam w sierocińcu. A ludzi, tam mieszkających traktuje się jak psy lub śmiecie.
- Ah. Rodzice cię porzucili?
- Nie. Oni, nie...- Ritsu rozpłakała się. - Oni... zginęli w wypadku pięć lat temu.
Ui zarumieniła się lekko i szepnęła:
- Przepraszam. Nie wiedziałam, że to dla ciebie takie trudne.
- To nie twoja wina. Nie wiedziałaś. - Ri podniosła się - Wybacz muszę już wracać.
- Odprowadzić Cię?
- Byłoby miło. Ale czy ty naprawdę chcesz tam iść?
- A co za problem? Bywałam w gorszych miejscach.
- No to chodźmy - rzuciła Ritsu zszokowana, że ktoś idzie tam dobrowolnie
Następne pół godziny Ri i Ui szły drogą do sierocińca rozmawiając o tym, co ślina na język przyniosła. Kiedy doszły do placówki pożegnały się, jakby znały się kilka lat, a nie kilka godzin i każda poszła w swoją stronę.
*Kilka dni później*
Ri tak samo jak poprzedniego dnia wstała, umyła się, ubrała, jednak tym razem napotkała na korytarzu nikogo innego, jak Anatę.
- Śmierdzisz psem - mruknęła prześladowczyni - Podobno zadajesz się z tą nową.
- Tak. Ale to nie twoja sprawa.
- Ale ty też będziesz płaciła myto, za zadawanie się z nią, więc się pilnuj.
Anata odeszła do łazienki, a Ri do swojego pokoju, gdzie już po paru minutach zapomniało, o wymianie zdań na korytarzu. Gdy ruszyła do szkoły zobaczyła opartą o mur sierocińca jakąś postać.
'To one. Pewne każą mi znowu płacić' - pomyślała, chociaż wiedziała kto to będzie
- Hej Ri!
- Ui?
- Zgadłaś - uśmiechnęła się dziewczyna - Pomyślałam, że będzie fajnie razem pójść do szkoły.
- No - Ri skinęła głową. Chodziły razem do szkoły od kilku dni a Ui mówiła to codziennie
- A może skoczymy po lekcjach do kawiarni mojej matki? Miałybyśmy kawę i ciasto za darmo - Ui uśmiechnęła się.
- Byłoby fajnie. -Ritsu uśmiechnęła się lekko.
Już nie była samotna W końcu miała przyjaciółkę.

niedziela, 19 stycznia 2014

Cisza

Popatrzyłam na pogodę za oknem. Tysiące malutkich śnieżynek spadały z nieba, wirowały chwilkę w powietrzu, by po sekundzie opaść na ziemię lub parpet i zniknąć. Zaczęłam obserwować jedną z białych śnieżynek. Była wyjątkowa. Mniejsza od innych, a jednak nie pozwoliła sobie, by opaść na ziemię i zniknąć. Wirowała w powietrzu, co chwilę opadając i wznosząc się. Wiedziałam, że ona zniknie, jednak użekła mnie
Odeszłam od okna i usiadłam na kanapie wpatrując się w ogień z kominka . Tę sytuację wykorzystał mój kocur i od razu wskoczył na moje kolana. Pogłaskałam szarego Aiko, a ten odpowiedział zadowolonym miałknięciem. Później już tylko cicho mruczał, aż w końcu zamilczał całkowicie.
Cisza przywiodła do mnie śnieżynkę. Na pozór małą i słabą, jednaj walczącą rozpaczliwie o życie. Podrygującą na wietrze, z każdą sekundą próbującą rozpaczliwie przeżyć. Jej próby były skazane na niepowodzenie, a ona jednak walczyła.
Nagle w tym dziwnym tworze natury dostrzegłam siebie. Walczę, o przetrwanie w świecie gdzie człowiek zgniata człowieka jak mrówkę. Na razie udaje mi się utrzymać na powierzchni i wirować, ale co przyniesie mi jutro?
Z rozmyślań wyrwał mnie dzwonek do drzwi.
- Już idę! - wykrzyknęłam i wstałam zrzucając kota z kolan - Wybacz Aiki - wymamrotałam i poszłam do drzwi.
- No cześć - rzucił wesoło mój chłopak Raven stając w drzwiach
- Cześć - uśmiechnęłam się, a Rav mnie objął.
Popatrzyłam na śnieg za jego plecami i płatek śniegu wrócił do mnie jak bumerang, a ja uśmiechnęłam się. Nigdy mie spadnę jak śnieżynka. Dlaczego? Ta malutka śnieżynka nie ma nikogo. A mnie przed upadkiem chroni Raven.

Biała Wstążka

Dziewczyna w ciemnym płaszczu, z słuchawkami w uszach szła przez cmentarz. Mijała rzędy równo ustawionych grobów na, których płonęły znicze. Głos w słuchawkach zaśpiewał:
Life is brutal. We're leaving only to die.
Zaczął padać delikatny deszcz. Dziewczyna założła kaptur i dalej szła mijając alejki z grobami.
I can't stop this. We're living to die.
Wokalista powtórzył swoją kwestię, a dziewczynie popłynęły łzy z oczu. Skręciła w jedną z wąskich ścieżek, przy końcu cmentarza.
Life is not eternal thing. It is like house of cards - it can always collapse.
Stanęła nad białym, mamrmurowym nagrobkiem. 
R.I.P
Jane Arisson
Born - 1995
Die - 2010
Dziewczyna przysiadła na grobie i pochyliła głowę. Z kaptura wypadł warkocz przewiązany na końcu białą wstążką.
This my life. This my death.
Z oczu dziewczyny popłynął potok łez. Z kieszeni płaszcza wyjęła zdęcie. Dwie dziewczyny z doczepianymi elfimi skrzydekłkami, uśmiechały się wprost w obiektyw. Jedna z dziewczyn podłączona do kroplówki, druga, z włosami, które wypadły od chemii, siedziała na wózku.
It always ends, when you wanna to it will be eternal.
Deszcz uderzył ze zdwojoną siłą. Cienki płaszczyk dziewczyny przemokł już kompletnie. Ta jednak nadal siedziała prz grobie przyjaciółi. Przyjrzała się zdjęciu. Były na nim takie radosne, roześmiane. Nikt nie spodziewał się, że niespełna miesiąc później Jane przegra walkę z rakiem wątroby. Pojawiły się przerzuty do płuc. Przed śmiercią dała swojej przyjaciółce ukochaną białą wstążkę. Tę która teraz zdobiła warkocz.
This is my life. This is my death.
Dziewczyna położyła zdjęcie na pomniku i zapaliła mały znicz. Popatrzyła na mały płomyk. Ten zachybotał się i po chwili zgasł. Bez syknięcia, bez dymu. Zupełnie jak Jane. Dziewczyna uroniła łzę i odwróciła się by odejść.

Info

Sorry, za bardzo długi okres niepisania. Postaram się jeszcze w tym tygodniu coś dodać.
Jula

sobota, 4 stycznia 2014

Niesprawiedliwa Sprawiedliwość

Usiadłam na ławce w parku między moimi najlepszymi przyjaciółmi - Kate i Jake'm. Każdy z nas trzymał w ręce kubek z shake'm. Było gorące lato, więc o czekoladzie z Fast Coffe nie było mowy. Śmialiśmy się w najlepsze i rozmawialiśmy o wszystkim. Kiedy każdy z nas wypił swój napój wstaliśmy z ławki i poszliśmy do kiosku. Ja kupiłam lizaka, Jake był spłukany więc nie kupił nic, a Kate kupiła swoją ukochaną gumę balonową. Zazwyczaj śmialiśmy się, że ona żyje o kawie i gumie balonowej.
- Emily? - Jake popatrzył na mnie i zrobił maślane oczy
- Taaak Jake'uś? - odparłam równie słodko jak on
- Kup mi lizaczkaa - wywinął wargi i ka boom - dwa złote w żołądku mojego przyjaciela
- Jesteś zbyt miła - rzuciła Kate i zrobiła balona - A ty Jake jesteś zbyt słodki i uroczy
- Uroku nigdy zbyt wiele - odparł i przycisnął lizaka tak, że było go widać z boku policzka
Mimo, że większośc do niczego nie prowadziła, uwielbiałam rozmowy z moimi przyjaciółmi. Zawsze można się było pośmiać, dopuścić do napadu zaraźliwej głupawki. A moich przyjaciół kochałam. Byli jak rodzeństwo, o którym zawsze marzyłam, a nie mogłam go mieć. Zawsze mogłam im się wygadać, wyżalić, wypłakać.
Wróciliśmy na ławeczkę w parku na, której siedzieliśmy nie całe pół godziny temu. Tym razem to Jake był w środku między mną a Kate. Objął nas obie i powiedział:
- Drogie panie. Zapraszam do mojego pokoju w hotelu Dom Jake'a
- Wiesz, że jesteś bardzo zboczony? - powiedziałam, na co on uśmiechnął się szeroko i powiedział:
- Wiem. I to w sobie lubię.
- W takim razie bierz te zboczone łapska - roześmiałam się
- Patrzcie jaki cudowny - Kate wskazała na wielkiego bernardyna prowadzonego przez chłopaka na oko w naszym wieku.
- Tak- szepnęłam i popatrzyłam na cudowne zwierzę - Jest wspaniały.
- Pf.. Pies jak pies - mruknął Jake, a Kate cmoknąła na psa. Ten wyrwał w naszą stronęm na co chłopak kopnął biedne zwierzę w żebra
- Spokój, Głupi Kundlu - To  co zrobił... Nie mogłam pozwolić by uszło mu na sucho. Wstałam z ławki i podeszłam do chłopaka:
- Czemu to zrobiłeś?! - krzyknęłam mu prosto w twarz
- Bo musi być sprawiedliwie. Nie słuchał więc go ukarałem.
- A ciebie ktoś bije jak nie słuchasz? - krzyknęłam ze łzami w oczach
- No... nie. Ale Bóg stworzył człowieka, żeby ten władał nad zwierzętami. A to tylko głupi bydlak bez uczuć.
- Jak możesz tak mówić - rozpłakałam sie. - Jego też boli! On też cierpi! Oddawaj! - wykrzyknęłam i wyrwałam mu smycz z ręki - To ty jesteś głupim bydlakiem bez uczuć! Nie zasłużyłes na tak piękne zwierzę!
- Phy. Mniej wydanej na żarcie kasy - rzucił chłopak i odszedł.
Wtuliłam się w miękką sierść psa i powiedziałam:
- Będziesz miał imię Hope. Bo dałeś nadzieję na to, że można jeszcze naprawić ten świat.
- Wszystko w porządku Em? - spytali przyjaciele podchodząc do mnie
- Tak-odparłam - Teraz już tak.

piątek, 3 stycznia 2014

Prześladowana

  Siedemnastoletnia Shion usiadła w ławce i popatrzyła nienawistnie na swojego nauczyciela fizyki. Czy on zawsze musiał robić jej na złość? Kiedy chciała zgłosić nieprzygotowanie, on ogłosił dzień bez np i jeszcze wziął ją do odpowiedzi. Jej siostra bliźniaczka Mion uśmiechnęła się do niej pocieszająco. Jej zawsze było łatwiej - nauczyciele ją uwielbiali. Shion nigdy tego nie rozumiała - były niemal identyczne. Ale ubiorem się różniły. Mion preferowała długie spódnice, kamizelki i białe koszule, Shion wolała krótkie spódniczki, ewentualnie krótkie spodenki. Do tego jakiś t-shirt i luźno związane trampki. Chociaż zimą nosiła długie spodnie, najczęściek rurki.
  Jej rozmyślenia przerwał dzwonek na przerwę . Wrzuciła pospiesznie książki do torby i jako iż była to jej ostatnia lekcja szybko ruszyła do szatni, z nadzieją, że uda jej się ominąć debili, którzy zawsze się do niej doczepiali. Spojrzała ukradkiem na Kuramę, który gdy to zauważył lekko się uśmiechnął, po czym wrócił do rozmowy z kumplami. Shion rozmarzyła się, jak to fajnie by było, gdyby Kurama i Ona... Jednak szybko odrzuciła te myśl. W Kuramie podkochiwała się połowa dziewczyn ze szkoły i ona jedna, nie będąc tu wyjątkiem nie miała szans. Kiedy schodziła do szatni nie zauważyła Hiroshiko, Kayaby i Kazuto, którzy tylko czekali, żeby móc uprzykrzyć jej życie.
- Gdzie tak uciekasz? - spytał przywódca odmóżdżonej bany Kayaba
- I przed kim? - Kazuto dorzucił swoje pięć groszy i zrobił zatroskaną minę
- Bo chyba nie przed nami?- Dodał Hiroshiko chyba najgłupszy z całej trójki i wszyscy trzej zaczęli głupio rechotać
- Nie przed wami bo przed głupotą nie da się uciec. - rzuciła i odepchnęła Kazuto, który blokował jej przejście. Zaczęła schodzić powoli po schodach po czym ruszyła w stronę swojej szafki nie słuchając krzyków chłopaków.
- Gdzieś ty była? - spytała ubrana w zimową kurtkę Mion siedząca na ławce obok szafek
- Miałam z kilkoma osobami pogawędkę - westchnęła Shion i narzuciła swóją granatową, sportową kurtkę.
- Znowu oni? - Mion przewróciła oczami, a jej siostra potaknęła o wrzuciła do szafki swoje buty zmienne i ubrała swoje glanowate kozaczki zimowe.
- Chodź - powiedziała i zamknęła szafkę
Mion wstała i razem z siostrą ruszyły do wyjścia. Tym razem miały szczęscie nie spotkać bezmózgiego trio.
*W domu*
- Shion, Mion! Odrobiłyście lekcje?
- Tak Mamo! - zgodnie rzuciły bliźniaczki i wróciły do swoich poprzednich zajęć, a mianowicie Mion do czytania, a Shion do szkicowania.
Shion szkicowała od dawna i trzeba przyznać, że robiła to wspaniale. Mangi, które rysowała zdobywały pierwsze miejsca w ogólnokrajowych konkursach, a większość jej szkiców znajdowała się na miejskich wystawach.
- Co rysujesz? - spytała Mion podchodząc do sztalugi na której Shion szkicowała węglem. Ta natomiast zasłoniła szkic swoim ciałem, zarumieniła się i rzuciła:
- Nic takiego - Nie chciała dopuścić, żeby siostra zobaczyła szkic na którym Kurama obejmuje Shion, uśmiechając sie przy tym szeroko.
- No pokaż! - siostry sprzeczały się, dopóki mama nie zawołała obu na obiad, a Shion nie schowała szkicu do szuflady.
*Ranek*
  Shion, razem z siostrą opuściły dom po czym udały się do szkoły. Przy wyjściu na dziedziniec przyd szkołą czekali na nie Kazuto, Hiroshiko i Kayaba. Jak zwykle zignorowali Mion i doczepili się do Shion
- Wiesz, że złamałaś mi nos? - warknął Kazuto i zagrodził jej drogę
- O jak przykro - mruknęła dziewczyna próbując go wyminąć
- To nie ujdzie ci na sucho - dodał Kayaba
- Ojej. - odpowiedziała prześladowana półsłówkiem
Hiroshiko i Kayaba chwycili ją tak, że nie mogła się wyrwać. Szamotała się i nienawistne spojrzała w oczy Kazuto kiedy przed nią stanął
- Co? Nie ma już facetów tak słabych jak wy i zaczęliście dowalać do dziewczyn - syknęła
- My słabi? Chy..
- Oczywiście, że tak. Tylko słabeusz prześladuje dziewczynę, która jest słabsza od niego - przerwał mu wpół zdania Kurama, króry stanął między nim, a Shion.
- Odejdź Kurama - powiedział chojracko, a jednak było słychać, że się boi. Kurama słynął z honoru praz z tego, że zawsze broni słabszych - To nie twoja sprawa. A ta suka złamała mi nos - powiedział cofając się o krok.
- I teraz jest prawidłowo - w końcu taki złamas jak ty ma coś złamanego. -rzucił bohater ignorancko - A teraz dajcie jej spokój
- Chłopaki, idziemy - rzucił piskliwie, a jego kumple puścili dziewczynę, która upadła.
Kiedy tamci odeszli i została sama z Kuramą jak dziecko wybuchła płaczem. Kurama podał jej rękę, a ona podniosła się i szepnęła
- Dziękuję Kurama. Gdyby nie ty... - nie umiała skończyć zdania. Czego się nie spodziewała chłopak przytulił ją i powiedział:
- Już wszystko w porządku. Mamy siebie prawda? - rzucił trochę nieśmiało
- Mamy? - Shion odsunęła się od Kuramy i popatrzyła mu w oczy.
- Zależy mi na tobie - powiedział, a ona wybuchła jeszcze większym płaczem i przytuliła się do niego jeszcze mocniej.

czwartek, 2 stycznia 2014

Powitanie

No hej! Witam wszystkich cieplutko na moim nowym blogu!
Będę tu zamieszczała różne opowiadania, o różnej tematyce.
A teraz coś o mnie; Jestem Jula, chodze do 1 gimnazjum. Pasjonuję się zwierzętami - głównie końmi, interesuję się Japonią, mangą, anime oraz ich językiem, którego od niedawna się uczę. Czasami rysuję i śpiewam.
Możliwe, że do niektórych opowiadań, będę sama robić ilustracje ;3
No to chyba tyle ;)
Do zobaczenia w opowiadaniach!
Jula