Usiadłam na ławce w parku między moimi najlepszymi przyjaciółmi - Kate i Jake'm. Każdy z nas trzymał w ręce kubek z shake'm. Było gorące lato, więc o czekoladzie z Fast Coffe nie było mowy. Śmialiśmy się w najlepsze i rozmawialiśmy o wszystkim. Kiedy każdy z nas wypił swój napój wstaliśmy z ławki i poszliśmy do kiosku. Ja kupiłam lizaka, Jake był spłukany więc nie kupił nic, a Kate kupiła swoją ukochaną gumę balonową. Zazwyczaj śmialiśmy się, że ona żyje o kawie i gumie balonowej.
- Emily? - Jake popatrzył na mnie i zrobił maślane oczy
- Taaak Jake'uś? - odparłam równie słodko jak on
- Kup mi lizaczkaa - wywinął wargi i ka boom - dwa złote w żołądku mojego przyjaciela
- Jesteś zbyt miła - rzuciła Kate i zrobiła balona - A ty Jake jesteś zbyt słodki i uroczy
- Uroku nigdy zbyt wiele - odparł i przycisnął lizaka tak, że było go widać z boku policzka
Mimo, że większośc do niczego nie prowadziła, uwielbiałam rozmowy z moimi przyjaciółmi. Zawsze można się było pośmiać, dopuścić do napadu zaraźliwej głupawki. A moich przyjaciół kochałam. Byli jak rodzeństwo, o którym zawsze marzyłam, a nie mogłam go mieć. Zawsze mogłam im się wygadać, wyżalić, wypłakać.
Wróciliśmy na ławeczkę w parku na, której siedzieliśmy nie całe pół godziny temu. Tym razem to Jake był w środku między mną a Kate. Objął nas obie i powiedział:
- Drogie panie. Zapraszam do mojego pokoju w hotelu Dom Jake'a
- Wiesz, że jesteś bardzo zboczony? - powiedziałam, na co on uśmiechnął się szeroko i powiedział:
- Wiem. I to w sobie lubię.
- W takim razie bierz te zboczone łapska - roześmiałam się
- Patrzcie jaki cudowny - Kate wskazała na wielkiego bernardyna prowadzonego przez chłopaka na oko w naszym wieku.
- Tak- szepnęłam i popatrzyłam na cudowne zwierzę - Jest wspaniały.
- Pf.. Pies jak pies - mruknął Jake, a Kate cmoknąła na psa. Ten wyrwał w naszą stronęm na co chłopak kopnął biedne zwierzę w żebra
- Spokój, Głupi Kundlu - To co zrobił... Nie mogłam pozwolić by uszło mu na sucho. Wstałam z ławki i podeszłam do chłopaka:
- Czemu to zrobiłeś?! - krzyknęłam mu prosto w twarz
- Bo musi być sprawiedliwie. Nie słuchał więc go ukarałem.
- A ciebie ktoś bije jak nie słuchasz? - krzyknęłam ze łzami w oczach
- No... nie. Ale Bóg stworzył człowieka, żeby ten władał nad zwierzętami. A to tylko głupi bydlak bez uczuć.
- Jak możesz tak mówić - rozpłakałam sie. - Jego też boli! On też cierpi! Oddawaj! - wykrzyknęłam i wyrwałam mu smycz z ręki - To ty jesteś głupim bydlakiem bez uczuć! Nie zasłużyłes na tak piękne zwierzę!
- Phy. Mniej wydanej na żarcie kasy - rzucił chłopak i odszedł.
Wtuliłam się w miękką sierść psa i powiedziałam:
- Będziesz miał imię Hope. Bo dałeś nadzieję na to, że można jeszcze naprawić ten świat.
- Wszystko w porządku Em? - spytali przyjaciele podchodząc do mnie
- Tak-odparłam - Teraz już tak.
- Emily? - Jake popatrzył na mnie i zrobił maślane oczy
- Taaak Jake'uś? - odparłam równie słodko jak on
- Kup mi lizaczkaa - wywinął wargi i ka boom - dwa złote w żołądku mojego przyjaciela
- Jesteś zbyt miła - rzuciła Kate i zrobiła balona - A ty Jake jesteś zbyt słodki i uroczy
- Uroku nigdy zbyt wiele - odparł i przycisnął lizaka tak, że było go widać z boku policzka
Mimo, że większośc do niczego nie prowadziła, uwielbiałam rozmowy z moimi przyjaciółmi. Zawsze można się było pośmiać, dopuścić do napadu zaraźliwej głupawki. A moich przyjaciół kochałam. Byli jak rodzeństwo, o którym zawsze marzyłam, a nie mogłam go mieć. Zawsze mogłam im się wygadać, wyżalić, wypłakać.
Wróciliśmy na ławeczkę w parku na, której siedzieliśmy nie całe pół godziny temu. Tym razem to Jake był w środku między mną a Kate. Objął nas obie i powiedział:
- Drogie panie. Zapraszam do mojego pokoju w hotelu Dom Jake'a
- Wiesz, że jesteś bardzo zboczony? - powiedziałam, na co on uśmiechnął się szeroko i powiedział:
- Wiem. I to w sobie lubię.
- W takim razie bierz te zboczone łapska - roześmiałam się
- Patrzcie jaki cudowny - Kate wskazała na wielkiego bernardyna prowadzonego przez chłopaka na oko w naszym wieku.
- Tak- szepnęłam i popatrzyłam na cudowne zwierzę - Jest wspaniały.
- Pf.. Pies jak pies - mruknął Jake, a Kate cmoknąła na psa. Ten wyrwał w naszą stronęm na co chłopak kopnął biedne zwierzę w żebra
- Spokój, Głupi Kundlu - To co zrobił... Nie mogłam pozwolić by uszło mu na sucho. Wstałam z ławki i podeszłam do chłopaka:
- Czemu to zrobiłeś?! - krzyknęłam mu prosto w twarz
- Bo musi być sprawiedliwie. Nie słuchał więc go ukarałem.
- A ciebie ktoś bije jak nie słuchasz? - krzyknęłam ze łzami w oczach
- No... nie. Ale Bóg stworzył człowieka, żeby ten władał nad zwierzętami. A to tylko głupi bydlak bez uczuć.
- Jak możesz tak mówić - rozpłakałam sie. - Jego też boli! On też cierpi! Oddawaj! - wykrzyknęłam i wyrwałam mu smycz z ręki - To ty jesteś głupim bydlakiem bez uczuć! Nie zasłużyłes na tak piękne zwierzę!
- Phy. Mniej wydanej na żarcie kasy - rzucił chłopak i odszedł.
Wtuliłam się w miękką sierść psa i powiedziałam:
- Będziesz miał imię Hope. Bo dałeś nadzieję na to, że można jeszcze naprawić ten świat.
- Wszystko w porządku Em? - spytali przyjaciele podchodząc do mnie
- Tak-odparłam - Teraz już tak.
Ślicznee :***
OdpowiedzUsuń